Szał uniesień Władysława Podkowińskiego

W 1894 roku Władysław Podkowiński ukończył pracę nad obrazem, który został zatytułowany „Szał uniesień”. Wykonano go przy pomocy farb olejnych, na klasycznym płótnie. Rozmiar dzieła jest dość duży, bo wynosi 310 x 275 cm. Aktualne można go zobaczyć w Muzeum Narodowym w Krakowie. To jeden z najsłynniejszych polskich obrazów. Znawcy szeroko pojętej sztuki sądzą, że znajdujemy w nim pierwsze przejawy nurtu zwanego symbolizmem. Przynajmniej jeśli chodź o nasze rodzime malarstwo. Co ciekawe, praca ta została zniszczona przez samego Podkowińskiego. Na szczęście udało się ją odrestaurować. Odpowiedzialny za naprawę był Witold Urbański, a samo działanie miało miejsce już po śmierci autora. Warto wspomnieć, że ten obraz olejny zyskał ogromny rozgłos podczas swojej pierwsze publicznej wystawy. Jednocześnie ze sławą szły głowy o tym, że to esencja czystej kontrowersji. 

Władysław Podkowiński zasłyną przede wszystkim ze swojej bezkompromisowej postawy. niestety, takie podejście do życia zaprowadziło go na skraj ubóstwa i dalej do ciężkiej choroby płus. Dolegliwości te z kolei były powodem przed wczesnej śmierci artysty. Zmarł on, gdy miał zaledwie 29 lat. Legenda, która została rozpowszechniona po tym, gdy Władysław wyzionął ducha uczyniła go tzw. artiste maudit, czyli — w dosłownym tłumaczeniu — artystą przeklętym

Szał uniesień — ogólny opis obrazu

Obraz o jakże pięknym i zmysłowym tytule „Szał uniesień” jest po prostu aktem. Widzimy na nim nagą, piękną kobietę o zjawiskowej, rudej czuprynie, która siedzi na oszalałym karym koniu. Zwierzę jest pełne emocji. Można to odczytać spoglądając na jego odsłonięte zęby, wysunięty język, rozszerzone charpy i toczącą się z pyska pianę. 

Główna bohaterka dosiada zwierzę bez siodła. Obejmuje ona dłońmi jego szyję i zamyka oczy. Rozwiane, rude włosy kobiety w pewnej chwili splatają się z bujną grzywą rumaka. Jak już wspominaliśmy, obraz mierzy ponad trzy metry, a więc zaprezentowane na nim postacie są naturalnych rozmiarów. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że całość robi niesamowite wrażenie. 

Zastosowana przez artystę gamą kolorystyczna to głównie czernie, brązy, szarości, biele i odcienie żółtego. Dwie ostatnie barwy mają stanowić swoisty kontrast, aby było widać dokładnie odcinanie się kolejnych warstw. 

Lewy, górny róg jest mocno rozświetlony, co stawia, że uwaga odbiorcy skupia się przede wszystkim na jasnej postaci kobiecej i dosiadanego przez nią konia. Prawa strona dzieła to z kolei czysty, zimny mrok. Jest on tak ciemny, że do prawdy ciężko dojrzeć tam koński zad i ogon zwierzęcia. 

Historia kontrowersyjnego obrazu olejnego 

Jeśli wierzyć relacji niejakiego Stefana Laurysiewicza, sam pomysł na obraz olejny Szał Uniesień pojawił się na wiele lat przed jego faktycznym powstaniem. Miało mieć to miejsce dokładnie w 1889 roku, kiedy do jego autor gościł w Paryżu. Wizja nagiej niewiasty dosiadającej oszalałego konia miała podobno pochłaniać i odbierać spokój Podkowińskiemu. 

Ostatecznie płótno powstało w Warszawie. Prace trwały na przełomie 1893 i 1894 roku. Cały proces twórczy odbywał się w pracowni artysty, która to znajdowała się w belwederze pałacu Kossakowskich. Podobno przy samej końcówce malowania obrazu Podkowiński chorował. Niektórzy twierdzą, że wówczas tworzył on będąc jedną nogą w łóżku. 

Kilka słów o pierwszej wystawie

Płótno ukazujące zmysłowy i niepokojący Szał Uniesień, po raz pierwszy zostało wystawione w Zachęcie — Narodowej Galerii Sztuki mieszczącej się w pięknej Warszawie. Tylko pierwszego dnia obraz zobaczyło ponad tysiąc osób. Jak na to, że świat był wówczas zupełnie analogowy i sława z zasady nie była przypadkowa, jak wyświetlenia na TikToku, podobne liczby nietrudno jest uznać za potężny sukces. 

Ekspozycja trwała 36 dni, a łączna liczna ludzi, którzy w tym czasie uraczyli je swoją obecnością to 12 tysięcy! Sumaryczna kwota, jaką odbiorcy tego aktu zostawili w kasie w galerii bez mała 350 rubli. 

Mimo tego niekwestionowanego sukcesu, obraz ten przez bardzo długi czas nie był w stanie znaleźć nabywcy. Najwyższa z dostępnych wtedy ofert wynosiła 3 tysiące rubli, Podkowiński jednak żądał przynajmniej 10 tysięcy. 

Kiedy nadszedł 37. dzień wystawy, na kilka chwil przez planowanym zakończeniem ekspozycji, to wyjątkowe płótno uległo zniszczeniu. Pocięto je nożem, a odpowiedzialnym za ten czy był… sam autor! 

Jego motywy w gruncie rzeczy pozostają tajemnicą. Nie są one w pełni jasne. Może był to nagły atak furii, może szaleństwo, które niekiedy dotyka osób związanych ze sztuką, a może to zwyczajny zawód nad tym, że nie znalazł się odpowiednio bogaty kupiec? Tego nie dowiemy się nigdy, jednak warto zaznaczyć, że zniszczone płótno zostało odrestaurowane po śmierci Podkowińskiego, przez Witolda Urbańskiego. I całe szczęście, że tak właśnie potoczyły się jego losy!